click me Click Me Click Me Click Me

4.05.2016

Zielone wzgórza nad Soliną... Czyli o weekendzie jak z bajki!

Kiedy wszystko zwala Ci się na głowę i czujesz, że zaraz eksplodujesz kto ratuje Cię z opresji? Mnie zawsze mój ukochany mąż. Mimo tego, że często zdarza się, że to on jest powodem moich problemów ;) zawsze potrafi  mnie z nich wyciągnąć. I tak ostatnie tygodnie marca były dla mnie tragiczne, a mój bohater znowu pojawił się, żeby wyratować mnie z opresji! Zafundował nam weekend jak z bajki! Zielone wzgórza nad Soliną 2 i 3 kwietnia były jeszcze piękniejsze niż zwykle. Pogoda na medal, towarzystwo jeszcze lepsze. Dużo świeżego powietrza, spacerów i relaksu w SPA Hotelu Skalny Polańczyk

Nad Solinę dotarliśmy około 12 w sobotę i z marszu zafundowaliśmy sobie dawkę świeżego powietrza nad jeziorem. Cisza, spokój i delikatny wiatr. Siedziałam na brzegu i patrzyłam jak chłopaki wrzucają kamyki do wody. Tak bardzo tego potrzebowałam, tego spokoju z daleka od zgiełku i ludzi...







Chodziliśmy trzymając się za ręce i obserwując nasze największe szczęście. Gabriel był zachwycony. Śledził koty i odkrywał wszystkie zakamarki na brzegu. Nawet nie wiemy kiedy przeszedł przez dziurę w płocie i wpakował się na plac zabaw jednej z restauracji. 


Z powodu tego, że sezon rozpoczyna się tam dopiero wraz z weekendem majowym, wiele atrakcji było zamkniętych jednak to nie przeszkodziło nam w doskonałej zabawie. Nasza mała małpka nie chciała wyjść z tego małpiego gaju przez dobrą godzinę.




Jednak prawdziwą wisienką na torcie  był pobyt w Hotelu Skalny Polańczyk. Mogę napisać z czystym sumieniem, że zrobił na mnie ogromne wrażenie. Przy Hotelu ogromny plac zabaw i wypożyczalnia rowerów.  Pani w recepcji powitała nas z ogromnym uśmiechem na twarzy. Z ogromną cierpliwością odpowiadała na wszystkie nasze pytania, a potem wręczyła nam klucz do pokoju który był naprawdę cudowny! Duże łóżko, telewizor, biurko, szafa i mimo tego, że nie zamawialiśmy dostawki dla Gabrysia to mieliśmy dodatkowe łóżko co było dla nas bardzo dużym udogodnieniem. Nie musieliśmy się gnieść ;) Po rozpakowaniu bagaży udaliśmy się do hotelowego SPA. I tu kolejne zaskoczenie. Stylowo, pięknie, czysto. 

http://www.skalnyspa.pl/spa-bieszczady/

Pani która czuwała nad porządkiem, kiedy tylko zobaczyła Gabrysia pobiegła po kółko i rękawki. Młody był zachwycony na tyle, że po 4 godzinach mieliśmy problem z zaciągnięciem go do pokoju. 




Należę do osób które lubią spróbować wszystkiego. Odwiedziłam więc zarówno basen (szczególnie umiłowałam sobie chwile pod wodospadem ;)), saunę półsuchą opalaną drewnem jak i saunę z panelem solnym, łaźnię parową i jacuzzi. Nie skusiłam się tylko na studnię z zimną źródlaną wodą i komorę infra red.  Dla wszystkich bezdzietnych, albo dla tych którzy pokusiliby się na weekend bez dzieci, polecam SALKĘ DLA DWOJGA. Łóżka do masażu, duży prysznic i wanna z hydromasażem. Można się sobą nacieszyć ;D

Po dość niespokojnej nocy, kiedy to Gabryś wędrował po pokoju od godziny 3 udaliśmy się na śniadanie. Po drodze wstąpiłam na recepcję. Ze względu na to, że rozładował mi się telefon, a nie zabrałam swojej ładowarki miałam nadzieję, że można pożyczyć. I można :)  W restauracji kolejne miłe zaskoczenie. Okna z widokiem na Zbiornik Soliński. Możecie mi wierzyć, że cudownie wcina się pyszną jajecznicę mając taki widok. 

http://www.skalnyspa.pl/osw-skalny/galeria/

Gabryś na wejściu został obdarowany przez obsługę 3 rodzajami płatków co bardzo go uradowało, jednak po spróbowaniu wszystkich, postawił na swoje ulubione kulki czekoladowe, które już wtedy rzadko w domu widział. Młody skończył śniadanie, a my chcieliśmy się jeszcze rozkoszować świeżymi bułkami z dżemem i pyszną kawą. Dzięki ogromnemu i bogatemu w zabawki kącikowi dziecięcemu, nie mieliśmy z tym problemu. 30 minut dla siebie, a potem walka, żeby Gabryś wrócił z nami do pokoju, tak mu się tam spodobało.

Tego dnia żegnaliśmy się już z hotelem, ale z pewnością jeszcze tam wrócimy, bo właśnie takiego miejsca szukaliśmy. Otwartego na dzieci!

Prosto z hotelu udaliśmy się na Zaporę Solińską. 






Mimo tego, że to stanowczo nie był dobry dzień dla Młodego (ciągle jęki momentami doprowadzały mnie do rozstroju nerwowego) postanowiliśmy jeszcze przepłynąć się po jeziorze. Na przyszłość dla Was rodzince. Pierwsze 30 minut jest fajnie, kolejne 40 Młody przejęczał, a tu niema jak wysiąść o.O




Ten krótki, ale jednak weekend, pozwolił mi mocno naładować baterie. Do codzienności wróciłam z uśmiechem na twarzy , czekając na kolejny taki weekend.

Post nie jest w żaden sposób sponsorowany. Przedstawione w nim treści na temat hotelu są w całości moimi osobistymi odczuciami i doświadczeniami.