28.08.2015

Jestem sobie przedszkolaczek...

"Mamuś, wstajemy! Załóż mi proszę wygodne dresy i kapcie, których nie będę musiał wciskać siłą. Zostaw w szatni coś na przebranie – wiesz, czasem łyżka tańczy w zupie, czasem żal mi zostawić w sali zabawki i… toaleta tak daleko wydaje się wtedy. Mamuś, wiem, że moje pójście do przedszkola przeżywasz bardziej niż ja. Jestem twoim skarbem, kruszynką, maluszkiem, żabką, księżniczką, misiaczkiem… Wiem Mamciu... Wiesz co, muszę Ci powiedzieć, że nam obojgu będzie trudno się rozstać. Ale tylko na początku, kilka dni. No może kilka, kilka. I wiesz co, Mamciu? Może przyjść mi do głowy (najczęściej w przedszkolnej szatni) kurczowe trzymanie się Twojej nogi, trzymanie Twoich rąk, błaganie, żebyś mnie nie zostawiała, nie porzucała, nie odchodziła beze mnie! Mamciu bądź silną kobietą – Twoja siła ducha pomoże mi oswoić się z nową sytuacją. Dokonałaś dobrego wyboru! Nie ma nic piękniejszego niż szansa mojego rozwoju wśród rówieśników. Zobaczysz, jeszcze zaskoczę Cię Mamciu wierszykiem wypowiedzianym z pamięci, piosenką zaśpiewaną dla Ciebie,rysunkiem o naszej miłości, samodzielnie ubranymi spodenkami, a może nawet uświadomię sobie, że sprzątanie po zabawie, to nie taki diabeł jak go malują. Dzięki Tobie mogę nauczyć się tego wszystkiego w przedszkolu. Tylko musisz wierzyć we mnie – będzie dobrze! Tylko bądź dzielna. Nie płacz za mną w pracy i po drodze do niej – nie robisz mi krzywdy. Nie żegnaj się ze mną zbyt długo, przed wejściem do Sali. Ukochaj mnie najmocniej, najmocniej, najmocniej, na ucho szepnij, że kochasz, że wrócisz i…idź odważnie. Nie zastanawiaj się czy dobrze zrobiłaś oddając mnie do przedszkola – Ty mnie nie oddajesz, Ty mnie rozwijasz. Nie przerażaj się moim płaczem podczas pierwszych dni – w ten sposób chcę ci powiedzieć, że będę tęsknił, że Cię kocham… A Ty Mamciu, swoją mądrością, rozsądkiem i konsekwencją naucz mnie proszę czekać na Ciebie ze spokojem w moim małym serduszku, a obiecuję, że za jakiś czas sam będę ciągnął Cię za rękę do moich przedszkolnych przyjaciół… wszyscy potrzebujemy czasu na odwagę..."

Każdorazowo kiedy czytam ten tekst łzy napływają mi do oczu. Myślałam, że będzie łatwiej skoro pracowałam w przedszkolu do którego idzie Gabryś i doskonale wiedziałam jak funkcjonuje od środka. Nie miałam się czego bać bo wiedziałam, że będzie miał dobrą opiekę. Nie chciałam być jedną z tych Matek które w progu, widząc swoje płaczące maleństwo odpuszcza i zabiera je do domu. I nie  chciałam być tą która czatuje pod drzwiami nasłuchując czy nie płacze. Przerzucenie do sali poszło bez problemu. Mimo jego płaczu i mimo łez w moich oczach nie odpuściłam, ale pod drzwiami spędziłam następne 10 minut. "To tylko dwie godziny" powtarzałam sobie w myślach. Ostatecznie przyszłam po niego po godzinie, bo serce rozpadało mi sie na milion kawałków. Zajrzałam do sali. Nie płakał. Podbiegł do mnie z uśmiechem i dał jednoznacznie znać, że było fajnie. Kolejne dni były różne. Jedne okraszone płaczem inne śmiechem. Dzisiaj odprowadziłam go po raz ostatni. Zajęcia adaptacyjne się kończą, a Gabryś do przedszkola wróci w listopadzie 
kiedy skończy 2,5 roku. Zostawił mnie już w korytarzu w biegu krzycząc "pa pa", a ja po raz pierwszy od poniedziałku wyluzowałam i mogę zająć się sobą.

BĘDZIE DOBRZE!









6 komentarzy:

  1. Ciężko jest"oddać"dziecko do przedszkola,zwłaszcza przez pierwsze dni,ale potem kiedy widzimy postępy i radość u dziecka wszystko mija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) teraz tylko obustronna radość :)

      Usuń
  2. Ja trochę w innym temacie. Nominowałam Cię do "Liebster Blog Award 2015" u siebie na blogu.
    http://dogonictecze.blogspot.com/2015/10/czuje-sie-wyrozniona-czyli-lba.html
    Zapraszam do zabawy! Pytania znajdziesz u mnie klikając w powyższy link!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. To wszystko przed Nami i troche przeraza mnie ta rozlaka która tak czy tak bedzie musiała nastąpić... Damy rade co by nie bylo nie poddamy się ;-)
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń