22.12.2015

Wiem co robię - czyli o mojej świadomej decyzji

Poznaliśmy się 6 lat temu, zaręczyliśmy 5, a w tym roku minęło 4 lata odkąd jesteśmy małżeństwem. Pamiętam jak dziś, że nikt nie ułatwiał nam naszej decyzji, ale nikt nie mógł jej też zmienić. Postanowiliśmy się pobrać. Ja 20 - letnia dziewczyna i on 23 - letni chłopak.

Jeszcze nie tak dawno temu małżeństwo w młodym wieku nie było niczym niezwykłym. Niespełna osiemnastoletnie dziewczęta stawały na ślubnym kobiercu przyrzekając ukochanemu przed Bogiem miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Potem rodziły dzieci i zostawały z nimi w domu. W niektórych przypadkach szły do pracy. Nikogo to nie dziwiło, bo takie to były czasy. Świat ruszył do przodu i bardzo wiele się zmieniło. Możliwości wzrosły tak jak ambicje kobiet. Większość po ukończonej szkole ponadgimnazjalnej udaje się na studia, do pracy czy po prostu bawi się na całego trwoniąc pieniądze rodziców. Bo kiedy najlepiej się wyszaleć jak nie w wieku 16, 18 czy 20 lat? Nagle ślub w wieku 20 lat stał się czymś nad wymiar dziwnym. Skoro tak młodo zdecydowałaś się na za mąż pójście oznaczało to tylko jedno - WPADŁAŚ! Bo kto świadomy swoich czynów i nie postawiony pod murem zdecydowałby się na tak śmiały krok w tak młodym wieku. W końcu moglibyście się bujać w tej chwili po osiedlu za rączkę, upijać się piwem w okolicznym barze, szeptać sobie do ucha czułe słówka, a potem całować się bez opamiętania pod blokiem, bez konieczności prania brudnych majtek Twojego faceta następnego dnia.

Takiego zdziwienia i  braku poparcia dla decyzji doświadczyłam i ja. Korzystać z życia zaczęłam wieku 15 czy 16 lat. Zaczęły się wyjazdy na miasto, wypady do pizzerii, pierwsze nocne ogniska i dyskoteki. Zdążyłam się wyszaleć. W wieku 18 lat poznałam jego, mojego jedynego w świecie Ł. i PRZEPADŁAM. Uwielbiałam wsłuchiwać się w każdy dźwięk który wydawały jego usta, uwielbiałam topić się w tego oczach i kochałam uczucie kiedy dotykał mojej dłoni,a ja czułam się jakby przeszywał mnie delikatny strumień prądu. Zakochałam się i coraz mniej myślałam o imprezach, a coraz więcej o tym, że chcę spędzić z nim resztę życia. Chciałam małżeństwa, rodziny i stabilizacji. Chciałam żyć dla kogoś i chciałam żeby ten ktoś żył dla mnie. Chciałam mieć go już cały czas przy sobie. To nie był jeden z tych nastoletnich kaprysów tylko szczera prawda. 

Pamiętam jak dziś, kiedy po roku znajomości Ł. zabrał mnie do restauracji. Wiedziałam co się święci. Od początku naszej znajomości potrafiłam go rozszyfrować. Po obiedzie ukląkł na kolano i spytał czy zostanę jego żoną. O niczym innym nie marzyłam więc odpowiedź mogła być jedna - TAK. Choć kazałam mu zaraz wstawać, bo wszyscy wpatrywali się w nas jak w TV w niedzielę. Musiałam powiedzieć wszystkim i nie pamiętam ani jednej osoby,która by nam nie pogratulowała. Teraz wiem, że w ich mniemaniu zaręczyny to było wielkie NIC. W końcu pierścionek w każdej chwili można zdjąć i oddać nie mając żadnych długów.

Pół roku później postanowiliśmy rozpocząć przygotowania do ślubu. Ł. przyszedł z bukietem kwiatów dla mojej mamy i butelką najdroższej wódki dla mojego taty. Spytał czy zgadzają się na ślub. Choć widziałam w ich oczach strach ( w końcu byłam ich najmłodszą córeczką) wiedziałam, że nie powiedzą złego słowa i zawsze będą po mojej stronie. Gorzej poszło z rodzicami Ł. tata się nie ustosunkował, za to mama dość dobitnie dała do zrozumienia, żeby jeszcze to przemyślał i że to chyba za wcześnie na podejmowanie takich decyzji. Ł. jakby obeszło to bokiem. Przytaknął, ale już godzinę później rezerwowaliśmy lokal i orkiestrę. 

Powiadomienie znajomych. To dopiero było ciekawe. "Ty tak poważnie? Przecież to Twój pierwszy facet! Może z innym byłoby Ci lepiej", "No i gdzie będziecie mieszkać? U Twoich rodziców? Przecież Was nawet na mieszkanie nie stać", "Może powinnaś to jeszcze przemyśleć. Młoda jesteś na pewno się nie wyszalałaś". Takie i wiele innych zdań przewijało się przez następny rok mnóstwo. Pracowaliśmy, sami opłacaliśmy swoje studia,mieliśmy swoje oszczędności na wesele więc nikogo nie musieliśmy prosić o pożyczkę. Chcieliśmy ślubu i wzięliśmy go. To była nasza i tylko nasza decyzja. Wiedzieliśmy, że chcemy być ze sobą już na zawsze "w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli".

I tak 17 września 2011r., w wieku 20 lat zostałam żoną. Żoną najwspanialszego mężczyzny na świecie. Żoną człowieka który skoczyłby za mną w ogień.


21 komentarzy:

  1. Pięknie to ciotka napisałaś <3
    Aż się łezka w oku kręci ;*
    Aż jestem zła na mojego chłopa, że taki z niego stary piernik teraz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę,że to nie wiek,i nie lata spędzone ze sobą przed ślubem świadczą o tym czy to ten,czy to już. To miłość,i to co w nas szepce nam"tak,to dobry wybór" jest tym wyznacznikiem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak trzymać! :) Od 16 roku życia jestem z moim obecnym mężem, ślub braliśmy gdy miałam lat 23, nie stało się to wcześniej własnie ze względu na obawy rodziców, gadanie ludzi i takie inne nieistotne rzeczy... Gratuluje że Wy nie czekaliście aż tak długo jak my :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WOW! To podziwiam, ze tyle czekaliście, ale dokładnie wiem o czym piszesz. Gadanie ludzi u mnie na wsi weryfikuje wiele decyzji....

      Usuń
  4. Ja jestem z moim chłopakiem juz dużo ponad trzy lata (30.11.2012 wszystko się zaczęło), a mam dopiero 16 lat, a on 17 (od stycznia on już 18, a ja od kwietnia 17 :)).
    Miałam wcześniej "chłopaków", ale nawet nigdy z żadnym za rękę nie chodziłam, raczej byli to tacy koledzy. W gimnazjum byłam prześladowana, bo nie latałam za chłopakami, dla których to było dziwne, bo każda dziewczyna była na ich zawołanie (najbardziej mi się podobał typ sprzątaczki - hej, wyrzuć mi to Karolina, wyrzuć mi tamto). Dodatkowo wszystko utrudniało to, że byli to koledzy, a niektórzy nawet przyjaciele. On mnie bronił, oni mnie wyzywali i mówili, że to ja zniszczyłam ich przyjaźń :D Do tej pory się koleguja, chodzimy na ogniska do jednego znajomego (rzadko, max 2-3 razy w roku), oni są do mnie mili lub mnie unikają, a dla mnie nie istnieją I tak staramy się tolerować. Ale jeszcze jedno słowo złe na mnie, to na naszym ślubie ich nie będzie :D
    Teraz już słyszę żebym nie brała tego tak na poważnie i wiem, że spotkalabym się z tym samym ze strony naszych znajomych. Albo jeszcze z dużą zazdrością :)
    Do tej pory boje się założyć konto na ask.fm, bo jedyne pytania jakie miałam to o mojego chłopaka albo wiadomości, że mnie zdradza! :D albo że mam na niego uważać hahahah :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem najważniejsze jest to, że miałaś wsparcie rodziców, całą resztą nie ma się co przejmować. A miłość nie patrzy w metryczkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Na moich rodziców zawsze mogę liczyć, ale nie powiem bo reakcja mamy L. Trochę mnie wtedy zabolała....

      Usuń
  6. Nieskończonej ilości lat razem dla Was! :-)oby tak dalej ;-). My jestesmy ze sobą juz prawie 3 lata i sami nie wiemy kiedy to zleciało :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas 3 lata było 2 lata temu ... Ale ten czas leci o.O

      Usuń
  7. My biorąc ślub byliśmy tylko o rok starsi. Ja miałam za dwa miesiące skończyć 21 a Sylwester za cztery 24. Swoją drogą to też jest u nas różnica wieku 3 lat :) Z tym, że u nas wszyscy się cieszyli. Kilka osób tylko podejrzewało, że to z przymusu ciąży ale nic z tych rzeczy. Filip urodził się dwa lata po ślubie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpiękniejszy wiek na bycie mamą :) Wiem z autopsji ;)

      Usuń
  8. Pięknie napisane! My z mężem mielismy 19 i 20 lat, jak się poznalismy, jestesmy razem już 15lat i nadal jest on moim jedynym i ukochanym! Życzę duuużo miłosci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My dopiero 5 lat po ślubie, ale myslę, że za 10 lat dalej będzie tym najukochańszym <3

      Usuń
  9. Życzę dalszych takich wspaniałych, pełnych miłości lat razem! My też pobraliśmy się w 2011 r, a zaręczyliśmy w 2010 po 2 latach znajomości. Byłam wtedy trochę starsza (31 lat, czyli prawie stara panna według ludzi z wioski!) No ale wcześniej nie spotkałam tego jedynego, a przy moim wtedy nie mężu od razu wiedziałam, że to właśnie z nim chcę spędzić resztę życia. Takie rzeczy się czuje i nie ma co czekać za długo, nieważne wtedy co sądzą inni :) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Znam ten model ludzi z wioski! Jak miłość jest to jest więc nie ma na co czekać ;)

      Usuń
  10. Ludzie zawsze będą gadać, zawsze będą wiedzieć od nas lepiej, tylko życie mamy jedno i mamy je przeżyć tak abyśmy my byli szczęśliwi. Nikt za nas tego nie zrobi. Tak jak pisano wcześniej w komentarzach: miłość nie zagląda w metrykę, nie dobiera wzrostem, wagą czy innymi kategoriami ;) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Miłość ponad wszystko! :)

      Usuń
  11. Niewiarygodne, że ludzie zawsze wiedzą lepiej, co dla nas dobre a co nie. Tak im się przynajmniej wydaje. Doskonale Cię rozumiem, ja też wiedziałam, że wyjdę szybko za mąż. Trochę nie poszło, bo niestety stały nam na drodze różne przeszkody, ale też nie zwlekałam do 30stki z założeniem rodziny. Rozumiem kobiety, które nie chcą się spieszyć. Każdy w końcu wie,co dla niego najlepsze.
    A co do wpadki, to straaaasznie długo byłaś w tej wpadniętej ciąży ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy zawsze wiedzą lepiej od nas samych ;) a w ciąży byłam prawie 1,5 roku ;)

      Usuń
  12. A ja od zawsze chciałam wyjść za mąż w wieku 20 lat ;) Jakieś "staroświeckie" poglądy mam. Nie liczy się wiek, a dojrzałość decyzji.

    OdpowiedzUsuń